Największy na świecie Jezus i największy na świecie krasnal ogrodowy znajdują się w Polsce!

11873351_10152907066366577_1790338111725151703_n

Uwielbiam wakacje! Oprócz leżenia na plaży zawsze staram się odwiedzić jakieś miejsce, które jest na mojej liście „celów”. Tym razem postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i przejeżdżając przez województwo lubuskie zobaczyłam dwie niezwykłe konstrukcje znajdujące się w tym regionie. Najpierw zatrzymałam się w Świebodzinie, w którym stoi wysoki na 33 metry Jezus, potem w Nowej Soli, która szczyci się największym na świecie krasnalem ogrodowym. Oba te projekty nie mają ze sobą nic wspólnego, ale jednak coś je łączy. Oba, gdy powstawały, miały być „największe na świecie”. Nowosolskiego krasnala do dziś żaden inny nie przebił, ale konkurs na najwyższe figury Jezusa trwa w najlepsze. Pomnik w Świebodzinie nie jest już najwyższy, musiał ustąpić miejsca konstrukcji w Peru. Cała sprawa budzi jednak kontrowersje, gdyż stosuje się różne metody pomiaru. Tak naprawdę figura Jezusa w Peru ma „tylko” 22 metry, ale ponieważ pomniki mierzy się razem z cokołami, to całość jest większa niż w Świebodzinie. Z kolei słynny pomnik Jezusa w Rio de Janeiro, który jest symbolem tego miasta, jest w tej statystyce dopiero piąty.

Autorem pomysłu pomnika w Świebodzinie jest ksiądz prałat Sylwester Zawadzki, autorem projektu natomiast Mirosław Patecki, który potem na skutek konfliktu z księdzem wycofał się z całego przedsięwzięcia. Pomnik Jezusa Króla kosztował podobno 4 miliony złotych. Jezus widoczny jest już z oddali, ma ręce wyciągnięte w kierunku Zachodu, a sama jego korona ma trzy metry wysokości! Figura jest z całą pewnością atrakcją rejonu. W pociągu z Berlina do Warszawy jechali turyści, którzy wysiadali licznie właśnie w Świebodzinie. Pod samym pomnikiem słyszy się nie tylko język polski, więc Jezus był dobrym pomysłem na przyciągnięcie ludzi do miasteczka.

Z kolei w przypadku krasnala, to jego wykonanie zlecił Urząd Miasta w Nowej Soli – nowosolskiej firmie Malpol. Firma ta zaczynała od produkcji krasnali ogrodowych, potem dostawała coraz dziwniejsze zamówienia i ma w tym spore doświadczenie. Na przykład w Barcelonie stoi figura krowy w stroju Kolumba, w Szkocji stoi krowa w stroju Wikinga a w Hollywood 4 metrowy Oskar. Soluś, bo takie imię nosi największy krasnal świata, zrobiony jest ze specjalnego laminatu (fiberglasu), którego używa się np. do produkcji łodzi a jego koszt szacowany jest na około 50 tysięcy złotych. Na wygląd krasnala miały wpływ dzieci z nowosolskich szkół. To one zaproponowały kolorystykę krasnala. Zwyciężył projekt dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 2, dlatego Soluś ma żółto-niebieski kubraczek. Takie też są barwy miasta. Odsłonięcie figury miało miejsce 12 czerwca 2010 roku.

Dlaczego w Polsce powstaje coraz więcej kilkudziesięciometrowych figur? Czy są one kiczem? Czy świadczą o złym smaku Polaków, a może są dowodem na nasze poczucie humoru? A może dzięki nim Polacy zarabiają pieniądze i są to tylko projekty biznesowe? Postanowiłam zadać te i inne pytana psychologowi biznesu Miłoszowi Brzezińskiemu. Oto nasza rozmowa:

W Świebodzinie w województwie lubuskim stoi 33metrowy Jezus, król wszechświata, w tym samym województwie w Nowej Soli stanął największy krasnal ogrodowy świata. Czy my jako Polacy jesteśmy szaleni? A może mamy poczucie humoru?

Miłosz Brzeziński: Poczucie humoru na pewno, dlatego, że już wkrótce po tym, kiedy stanął Jezus Król Wszechświata powstało dużo przeróbek fotograficznych i okazało się, że stoi u nas też największe logo Fejsbuka, największy posąg Aragorna, największy Batman, największy posąg Stana Borysa i Czesława Miłosza. Bez wątpienia mamy poczucie humoru. Natomiast wątków religijnych nie śmiem tutaj poruszać, ponieważ każdy robi to, co chce, żeby swoją wiarę podkreślić, żeby pokazać, jak bardzo jest niej pełen. Mogę się jednak wypowiedzieć z psychologicznego i biznesowego punktu widzenia. Największy na świecie Jezus i największy krasnal – czemu nie? Chociaż geneza tych dwóch pomników jest zupełnie odwrotna. Dlatego, że największy krasnal ogrodowy na świecie jest efektem dobrego biznesu, a największy Jezus ma być dopiero twórcą tego biznesu. Zresztą krasnal nazywa się Soluś, jego projekt został stworzony przez uczniów szkół, cały bajer z nim polegał na tym, że na tamtych terenach poupadało mnóstwo fabryk i ludzie się na amerykańską modłę zaczęli zastanawiać, co z tym zrobić. Zaczęli produkować krasnale ogrodowe i sprzedawać je turystom z zaprzyjaźnionego kraju niemieckiego. Okazało się, że ci turyści bardzo chętnie je kupowali. Potem wymyślono, że można je produkować w nowej technologii i zaczęto je robić z żywicy, a nie z gipsu jak do tej pory, i biznes się rozwinął na pół regionu. Efektem tego wszystkiego, niejako pokłosiem, stał się właśnie ten Soluś – symbol prosperity krasnoludkowego, które wyrosło w tamtym miejscu. Więc czemu nie? Jak ktoś się czuje wdzięczny krasnoludkom („krasnoludki, krasnoludki Nowej Soli dały dudki” – to fragment tekstu hymnu Parku Krasnala – przyp. M.Sz.) to jak najbardziej jestem na tak. Natomiast z Jezusem jest odwrotnie. Tu mamy przynajmniej dwa fronty, które przychodzą mi do głowy. Po pierwsze rzeczy kościelne zawsze były duże i budziły trwogę, i dzwony były takie wielkie, i kościoły, niektóre sanktuaria wręcz monstrualnie monumentalne. Tak samo stało się z Jezusem. Skalę wiary podtrzymuje. Jest duży, jeszcze jak się okaże, że tam się jakieś cuda dzieją, to już w ogóle i na pewno biznes zostanie nakręcony. Ja sobie wyobrażam, że ten Jezus z rozpostartymi rękami ochroni tu jakąś biznesową płachtą boskości ten region.

A skąd zamiłowanie Polaków do monumentalizmu? Dlaczego ten Jezus musiał być największy? Bo wiara Polaków jest najgłębsza?

Na pewno, a poza tym każdy lubi mieć największego. A teraz mamy największego i nikt nam nie może nic zarzucić. Natomiast pomysł jest jak pomysł. Niektórzy uważają, że jest wariacki. Ksiądz, który jest autorem tego pomysłu, stwierdził, że Jezus go nawiedził i że w jakiś sposób zasugerował mu zbudowanie takiego pomnika, więc ja bym się nie zastanawiał, skąd to się wzięło. Jeżeli ktoś twierdzi, że to było objawienie, to się nie ma nad czym zastanawiać. 5 metrowy krasnoludek jest dla mnie jakimś pomysłem, 33 metrowy Jezus, zupełnie z czegoś innego wynikający, też. Jak powiedziano w filmie „Inwazja barbarzyńców”: podobno „Cierpienia Polaków są dowodem na istnienie Boga”, więc my musimy mieć dużo chrześcijańskich odnośników, im sroższych, im groźniejszych, im większych tym lepiej. To ułatwia życie, w pewien sposób je porządkuje, choć ostatnio coraz mniej. A czy to wynika z tego, że mamy skłonność do monumentalizmu? Tego bym nie powiedział. Bo my jakoś nic takiego wyjątkowego nie produkujemy w ramach naszej wiary. Nasza wiara przesuwa się raczej w kierunku kupowania drobiażdżków. Ludzie na świecie mają różne fajne pomysły, a my sobie zbudowaliśmy Jezusa i on stoi i jest zupełnie w porządku, nikomu krzywdy nie robi. Wielu ludzi na pewno w wierze umocni i spowoduje, że więcej dobra będą w życiu czynili i mi zupełnie nie przeszkadza, jakie tego jest źródło.

Jest jeszcze jedna rola Jezusa w Świebodzinie. Otóż on trzyma wyciągnięte ramiona w kierunku Zachodu.

Tam walorów symbolicznych jest zapewne więcej. Ta figura tylko na pozór jest prosta. Ale przecież korona złota i płaszcz, i wszystko. Zobaczymy, czy zatrzyma następną ofensywę, nie daj Boże, że taka nastąpi. Takie figury mają dawać ludziom do myślenia. Zresztą kościół zawsze to robił. Miał być takim miejscem, które daje ludziom do myślenia, napawał strachem, zachwytem, pewnym takim splendorem, który w sobie miał. Może w tej figurze wielkiego splendoru nie ma, ale pewien monumentalizm jest tu jednak.

A czy uważa Pan to zjawisko za niebezpieczne? Czy na przykład komuś nie przyjdzie teraz do głowy postawić największą na świecie postać Maryi na przykład. Czy to się będzie rozprzestrzeniać?

Ja uważam, że to byłby rewelacyjny pomysł. Bylibyśmy wtedy krajem widocznym z kosmosu! A tak prawdę powiedziawszy to ja nie widzę w tym nic złego. Ludzie czują, że zrobili coś wartościowego, nawet jak ktoś symboliczne 5 groszy dołożył, to będzie mógł z wnuczkami przyjść i pokazać. To jest coś, co sprawia pewną przyjemność. A to powoduje, że ta figura staje się dla ludzi w okolicy czymś wartościowym. Jako biznesowy patent zrobienie czegoś takiego to super sprawa.

Czy według pana Polacy bardziej niż inne narody lubią kicz?

Nie wiem, jak się definiuje kicz. Patrząc na przykład na to, co się widzi, gdy się wyjeżdża z naszego kraju, zwłaszcza poza Europę, to muszę powiedzieć, że jesteśmy bardzo spokojni i kulturalni. Nic się u nas wyjątkowego nie dzieje. Nam kicz się kojarzy raczej z odpustowym jajeczkiem wypełnionym trocinami na gumce albo z Matką Boską taką, która świeci żaróweczkami w oknie, albo z sarenką, która pije z ruczaju, a to jest naprawdę nic w porównaniu z tym, co ludzie potrafią wyprodukować na świecie. Krasnale ogrodowe też nie były przecież dla Polaków w większości produkowane, my je robiliśmy a one dziarsko wyjeżdżały jak konie trojańskie i zasiedlały Zachód. Więc to nie my jesteśmy fanami tych krasnoludków. My chętnie się na nich dorabiamy. I nagle robi się wielkie halo, że postawiliśmy wielkiego Jezusa. Niech on sobie tam stoi i oby jeszcze więcej takich kreatywnych pomysłów jeszcze powstało.