Wywiad z mieszkanką Planety mARTa, panią Papierkową. Pełnokrwistą kobietą wyciętą z papieru.

papierek

CZY LUBI PANI SIEBIE?

Mogłabym długo odpowiadać na to pytanie. Lubię mówić o sobie. Niewątpliwie na moją korzyść świadczy fakt, że zostałam wycięta z gazety przez osobę z pewnym poczuciem estetyki. Uwielbiam myśleć, że miałam na to wpływ, choć może wydawać się to osobom postronnym po prostu głupie. Ja jednak wierzę, że moja dusza jest nieśmiertelna i po prostu czekała na formę… Forma się zjawiła… Cóż że w postaci kawałka gazety? Przy tym chcę zaznaczyć, że mogło być gorzej: mogłam powstać z prasy kolorowej. To utrudniałoby mi wykorzystanie wszystkich zdolności mego umysłu, który, jak śmiem twierdzić, jest dość niebanalny…

PANI JEST NIEMKĄ…

Przyszłam na świat w Niemczech, to prawda. Niektórzy mogą widzieć we mnie tylko niemiecki papierek, na którym można nawet znaleźć napis „Deutschland”. No cóż… To ich problem. Niemcy to nie jest naród, który śpiewa pod prysznicem, ale nie można powiedzieć, że są oni pozbawieni wyobraźni. Moje zdanie jest wprost przeciwne. Jest to jednak temat na osobną dyskusję. Przypominam, że spotkaliśmy się, żeby mówić o mnie, a forma to tylko 1% mnie. No góra 2%. Liczy się wnętrze. Czyż o człowieku nie mówi się, że jest trzciną? Oczywiście niektórzy ludzie zwracają się do siebie „małpo” albo „świnio”. Na własne uszy słyszałam! Wtedy też pozbyłam się jakichkolwiek papierowych kompleksów, które być może wcześniej gnębiły mą duszę…

CZY JEDNAK FAKT, ŻE JEST PANI TYLKO PAPIERKIEM, NIE JEST DLA PANI UPOKARZAJĄCY?

Nudzą mnie te pytania. Przecież o tym przed chwilą mówiłam. Powiem zatem dosadnie jeszcze raz: „lepiej być papierkiem niż świnią”. Tyle mam do powiedzenia w tej sprawie. Poza tym proszę zwrócić uwagę na to, że – jak się Pani wyraziła „tylko papierek” – może mieć wiele znaczeń. Oczywiście jest zdrobnieniem od papieru, ale to w papierki pakuje się cukierki. Swoją duszę uważam za taki właśnie cukierek, o niebanalnym smaku, takim, którym chce się ciągle delektować… Ale o czym ja to mówiłam….

O PAPIERKACH….

(z grymasem na twarzy) Czy Pani nie słyszała chociażby o przedstawieniu w Teatrze Pozytywka „Historia zaginionego papierka”? Przecież to jest dowód na to, że papierki mogą być bezcenne! Mogą zmieniać świat! Ostatnio nawet się dowiedziałam, że pewna gajówka w Polsce, położona w województwie łódzkim, w powiecie pajęczańskim, w gminie Siemkowice nosi nazwę – uśmieje się Pani – Papierek właśnie! Jak Pani myśli dlaczego? Bo tam jest przepięknie!

CZY CZUJE SIĘ PANI SAMOTNA?

Od pewnego czasu już nie tak bardzo. Dowiedziałam się bowiem o istnieniu Pana Papierka. W Dzienniku Lunatycznym przeczytałam wielce intersujący wywiad z tą postacią. Nie do końca rozumiem, dlaczego wyrzekł się swego oryginalnego imienia Anatom, ale wzbudził me zainteresowanie. Podobno chce nawiązać kontakt z kimś podobnym do siebie. Myślę, że mamy dużo wspólnego. Chociażby miłość do książek.

Z TEGO CO WIEM, PAN PAPIEREK JEST RACZEJ PESYMISTĄ. JAKI PANI MA STOSUNEK DO ŚWIATA?

(ożywia się) Uwielbiam życie! Jestem hedonistką. Widzi Pani, ja poszukuję przyjemności. Susan Sonntag w swych dziennikach napisała „jedynym kryterium oceny naszych działań jest to, czy stajemy się dzięki nim bardziej szczęśliwi, czy nieszczęśliwi.” To pewnie pod jej wpływem zapisałam się na kurs stepowania. Oczywiście chwile załamania i smutku nie są mi obce. Wielokrotnie zastanawiałam się, po co coś robię, dlaczego, czy to ma sens. Nie byłam pewna, czego chcę, co chcę robić itp. Dość z tym. Przy okazji pragnę zaapelować z tego miejsca do wszystkich osób, ludzi, papierków i innych nietuzinkowych postaci: oddawajmy się przyjemnościom! Jestem przekonana, że dzięki temu świat stanie się lepszy.

NO WIE PANI? PRZECIEŻ RÓŻNYM OSOBOM SPRAWIAJĄ PRZYJEMNOŚCI RÓŻNE RZECZY. CZASEM OKRUTNE.

Nie miałam na myśli żadnych zboczeń, odchyleń od normy. Mordercy mordujący dla przyjemności? Pani raczy żartować. Toż to głęboko nieszczęśliwi ludzie…

POWRÓĆMY NA CHWILĘ DO CZYTANIA. JAKIE KSIĄŻKI OBECNIE PANI CZYTA?

Wymienię tylko kilka tytułów: „Czarodziejską górę” Tomasza Manna, „Dziennik” Jerzego Pilcha, wspaniałą książkę o Themersonach, za którymi wprost szaleję, czasem fantazjuję, że wycięły mnie magiczne ręce Stefana…. Co jeszcze… A! Dzieło młodego autora z Nowej Huty, pana Adama Miklasza „Ostatni mecz”.

ALE PIERWSZE SŁOWO TEJ POWIEŚCI TO: „NAPIERDALA”!!!

No cóż. Ja się literaturą nie brzydzę.