Grzybobranie to metafora życia!

1382877_10151635003446577_1481986033_n

Lubię zbierać grzyby, choć to wcale niełatwe. Napisałam „niełatwe” i od razu przyszła mi na myśl jedna dziewczyna, która ostatnio najspokojniej w świecie stwierdziła, że ona ma szczęście i że zawsze znajduje i że zawsze najwięcej. Cóż. Może po prostu myśli jak grzyb, jak to bowiem mówi stare przysłowie cytowane często przez mojego męża? – „Chcesz znaleźć grzyba? Myśl jak grzyb.”

Grzyby są piękne. A ich zbieranie to metafora życia. Czyż bowiem, kiedy udajemy się do lasu, nie szukamy grzybów niczym sensu? I zawsze te pytania: W którą stronę pójść? Dlaczego do cholery najwięcej jest podgrzybków (jeżeli weźmiemy pod uwagę w tym miejscu grzyby jadalne, oczywiście wiadomo, że najwięcej jest trujących!)? Czasem szuka się godzinami… A czasem ni stąd ni zowąd! Bach! Cała gromada! A małe grzybki jakie śliczniutkie! Co najmniej jak bobasy albo małe kotki (jak ktoś dzieci nie lubi). Czasem zebrany grzyb wydaje się być najzdrowszym okazem, jaki w życiu widzieliśmy. Tymczasem po chwili spostrzegamy, że od środka gryzie go wielki ślimak! I dlaczego najpiękniejszy – czerwony muchomor w białe kropki jest niejadalny!? Tak pięknie wyglądałby na patelni! A jak grzyby potrafią się schować! Czasem ich łebki zupełnie jak liście! Czasem trzeba się schylić, położyć, ba! czołgać (jeżeli wydaje nam się, że to coś pod tym drzewem, tam, za tymi gałęziami, tam , w trudno dostępnym oczywiście miejscu, a więc że tam, tam właśnie rośnie sobie jak gdyby nigdy nic piękny borowik). A ilu z Was miało taką sytuację, że jakiegoś dnia poszliście na spacer, ale nie w celu zbierania grzybów, o nie! Tak po prostu, żeby pooddychać zdrowym powietrzem, a tu nagle! Zatrzęsienie! A kieszenie płytkie! A ilu z Was zabrało wielki kosz z wielką nadzieją, a tu klops! Nul! Zero! Pochowały się albo co gorsza inni byli szybsi! A podejść – ile ludzi! Niektórzy w ogóle nie zbierają. Bo się nie znają. Bo to trzeba się urodzić najlepiej w rodzinie grzybiarzy, wtedy łatwo. A jak nie – zaprzyjaźnić się z atlasem. A te bywają bajecznie piękne. I można w nich znaleźć cuda. Na przykład o twardzioszkach przydrożnych. One istnieją i są wyborne. Wiem, bo kiedyś skosztowałam. Pewien wyborny grzybiarz przyrządził je dla mnie w Warszawie. Bo, ha! ha! rosły przy drodze niedaleko mojego mieszkania. Ale to trzeba wiedzieć, trzeba znać, trzeba rozpoznać.

Tymczasem przedstawiam Wam pewną rodzinę. To dadaiści.

16114196_199639283837133_5822790176033515130_n

Mają wielką wyobraźnię. I cudowne tradycje. Duża część ich historii została opisana (poniżej na zdjęciu kronikarz rodziny), reszta wciąż się pisze.

 

beznazwy (19)

A początek jak to zwykle bywa – w miłości.

17388938_232224900578571_2147654566258379619_o

 

15977253_199632947171100_7801466564811427037_n

Wuj Kurek.

ciotka Purchawka

Ciotka Purchawka (lubiła by nazywać ją Darią)

16142454_203699360097792_7015564887209762844_n

Portret rodzinny.

 

A na zakończenie dodam coś do tego, co napisałam na początku. Że grzybobranie bywa trudne. Ale za to jak przyjemne!

grzybyyyyy

 

ps. wszystkie kolaże na stronie są mojego autorstwa. Wszystkie są ręcznie robione. All rights reserved!