W Berlinie mieszkają potwory!

Motto:

 „Skonstruował najpierw maszynę, która modelowała chaos, i elektryczny duch latał w niej nad elektrycznymi wodami, potem dodał parametr światła, potem pramgławic, i tak po trosze zbliżał się do pierwszej epoki lodowcowej, co było możliwe tylko dlatego, ponieważ maszyna jego w ciągu pięciomiliardowej części sekundy modelowała sto septylionów wydarzeń w czterystu oktylionach miejsc na raz (…)”

 Stanisław Lem, Cyberiada

Berlin to miejsce potworów. Sama widziałam i mam na to dowody!

zaba

Zaczęło się od olbrzymiej nibyżaby, która stoi przy Rosenthalerstrasse 39 (koło Hackesche Höfe) w Berlinie i łypie okiem (przewracając oczami!) na turystów. Była to miłość od pierwszego wejrzenia. Zapragnęłam poznać mój obiekt westchnień. Jak się nazywa? Skąd się wziął? Jaką historię skrywa? Jakiż genialny twórca powołał go do życia. I tak zachwycając się ogromna nibyżabą, dostrzegłam wejście do…

napismaly

Oto odkryłam podziemny świat pełen potworów! Zostały one stworzone przez  artystów z grupy Dead Chickens. To jedyne w swoim rodzaju muzeum sztuki kinetycznej a zwiedza się je uczestnicząc w show! Narratorką jest pewna tajemnicza czarownicodama, która zapoznaje zwiedzających z dziwnymi kreaturami. I jest bardzo głośno! Potwory ruszają się, tańczą, śpiewają… Poznałam tu między innymi ogromną mrówkę (jest trochę niezrównoważona!), potwora, który słucha techno (płci żeńskiej o imieniu Püppi) czy pełną wdzięku Oranginę (sami się przekonajcie, kto to taki!)… Tu też czekała na mnie sala luster. Czy dopatrzyłam się w sobie… potwora? Podobno artysta materializuje to, co ma w głowie. Czy to jednak znaczy, że człowiek tworzący potwory, sam jest potworem? A może ma potworną wyobraźnię? Bynajmniej. Opozycja piękno – brzydota nie jest dziś oczywista, przynależenie potworów do szuflady ze złem – tym bardziej nie. Jak świat stary, tak stare i potwory. W opowiadaniach, wierzeniach, mitologiach bywały złe, okrutne i zazwyczaj brzydkie. Uważało się je za wcielenie zła i najokropniejszych cech. Dziś na nikim już nie robi wrażenia tysiąc razy sfotografowany potwór z Loch Ness, w niemieckiej telewizji pokazują właśnie dating-show „Sexy beasts”, w którym randkują ze sobą potwory i czarownice (bohaterowie mają na twarzach potworne maski) a ciasteczkowy potwór to chyba najmilsze stworzenie na ziemi.

toto

W podziemiach berlińskich poznałam cudownego Hannesa Heinera, dyrektora artystycznego tego zadziwiającego miejsca, członka istniejącej od 1986 roku grupy Dead Chickens, który nie tylko opowiedział mi o robionych przez siebie potworach, ale też zdradził parę ciakawostek dotyczących Berlina. Poza tym okazał się interesującym partnerem do rozmowy o… kiczu. Oto fragmenty naszej rozmowy.

Czy Berlin jest dobrym miastem dla potworów?

Sądzę, że tak. Muszę jednak powiedzieć, że potwory raczej wychodzą ze mnie niż z miasta.

Spotykasz potwory na ulicach?

Nie! Ale najpierw trzeba zdefiniować potwora, bo przecież każdy może go mieć w sobie. Potwory istnieją tak długo jak ludzie. Historia ich powstawania jest nierozłącznie związana z człowiekiem. Mogą one być symbolem strachu albo zmiany. W bajkach też mają swoje konkretne role.

Masz swoją ulubioną historię związaną z potworami? Jakie one mają znaczenie dla Ciebie?

Rysowałem je już jak byłem dzieckiem. Byłem też małym mechanikiem i majsterkowiczem. Lubiłem maszyny. W naszej grupie artystycznej każdy odpowiedzialny był za coś innego. Tworzyliśmy show, muzykę, sztukę. Spotykaliśmy się, aby zrobić coś razem. Potwory na samym początku pełniły rolę drugoplanową. Znajdowały się w tle naszego show. Ale z czasem stały się najważniejsze. Domagały się większej uwagi aż w końcu się doczekały. Bo to, co dziś pokazujemy, to to też jest show…    

Najlepszą reklamą gabinetu jest chyba ta ogromna żaba, która znajduje się w podwórzu, tuż przed wejściem do podziemi. Kto to jest?

Jako dziecko miałem swoją ulubioną bajkę – „Przygody Silnego Wani” Otfrieda Preusslera. Pojawiał się w niej gruby potwór mieszkający na drzewie, który zdmuchiwał ludziom dachy z domów. Ten potwór nazywał się Och. Potem nie mogłem sobie przypomnieć, jak dokładnie brzmiało to imię i wymyśliłem BLOCH i tak też nazywa się zrobiony przeze mnie potwór. Chciałem w ten sposób uhonorować tę opowieść.

Jak wygląda tworzenie potwora? Od czego zaczynasz?

Najpierw jest pomysł, potem on się rozwija, a potem się go realizuje. Zaczynam od rysunku. Wcześniej bywało tak, że wszystko zaczynało się od jakiegoś fragmentu blachy, jakichś śmieci, które gdzieś znajdowałem. Teraz tak już nie jest, zwykle potwory pokazują konkretną koncepcję.

Robisz roboty na zamówienie?

Zdarza się, ale niestety rzadko. Zrobiłem na przykład potwora dla Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Nazywa się Elektrybałt. Na początku zleceniodawca dostarczył nam dwa szkice, które potem zmodyfikowałem. Elektrybałt rusza oczami i książką, którą ma na głowie. Inspirowałem się obrazem Giuseppe Arcimboldo „Bibliotekarz” oraz opowiadaniami Stanisława Lema. Szkicowałem ołówkiem i aerografem, tak, żeby można było mieć przestrzenne wyobrażenie tego, co powstanie na końcu. Miełem pełną wolność. Podczas realizacji wspólnie jeszcze improwizowaliśmy. Najtrudniejsza do wykonania była książka, jej zrobienie wymagało dużo czasu, dlatego pracowaliśmy we trzech, a w ostatnim etapie nad plastikiem, w pięciu.

Nad czym obecnie pracujesz?

Szczerze mówiąc teraz opisałbym siebie bardziej jako… (Hannes użył tu słowa „Schausteller”, a tym słowem określano wędrownych właścicieli jarmarków, wędrownych sztukmistrzów, wystawców) niż produkującego artystę. Monsterkabinett i związane z nim obowiązki pożerają skutecznie mój czas. Oprócz codziennych mini napraw pracuję nad tym, aby udoskonalić technicznie cały Gabinet Potworów. Realizuję teraz zamówienie „Gespens-Tisch” (słowo „gespenstisch” znaczy w języku niemieckim coś dziwacznego, groteskowego). Jest to sekretarzyk mający cztery muskularne stalowe nogi, który na czubkach palców próbuje się skradać. Leży na nim kamienna, śpiąca istota, która ma ogon, ciągnąc za ten ogon porusza się wierzchnią warstwą tak (dzięki hydraulicznemu mechanizmowi), że ukazuje się tajna skrytka… Mam mnóstwo pomysłów dotyczących Gabientu i nowych kreatur, ale wszystko wymaga czasu i pieniędzy.

Czym dla ciebie jest piękno?

Już w bajkach była mowa o tym, że za tym, co piękne, kryją się często złe intencje… Jako artysta staram się na mój własny sposób po swojemu badać świat, także wartości w czasach, w których przyszło mi żyć. Rozwijam język, w którym mówię, swój własny charakter pisma, sposób tworzenia, aby nadać kształt swej wyobraźni, pokazać ją. Sztuka to coś duchowego. Piękno ma dla mnie wiele oblicz, może być czyste, estetyczne, naturalne, sztuczne, ale również dziwne, groteskowe a nawet obrzydliwe – wtedy powinno być szczere i mnie wewnętrznie dotykać.

potworek

Zainspirowała mnie ta rozmowa o pięknie. A skoro zaczęliśmy rozmawiać też o brzydocie, poruszyliśmy temat kiczu. Hannes zainteresował się tym, jak ja widzę kicz. Że niekoniecznie identyfikuję go z różowym plastikiem, czymś tanim, ale traktuję go jako zagadnienie filozoficzne, że kicz interesuje mnie na wielu poziomach. Zaczęłam opowiadać o norweskim malarzu, który nazywa się Odd Nerdrum, a który, zajmując się uważanym za passé malarstwem figuratywnym, na złość wszystkim, celowo nazwał się kiczarzem oraz na nowo zdefiniował to pojęcie. I tym sposobem dowiedziałam się, że David Bowie, który w latach 70-tych mieszkał w stolicy Niemiec, nabył kiedyś jeden z obrazów Norwega, a powiedział mi o tym właśnie Hannes! Poza tym powiedział dokładnie, który obraz został zakupiony przez piosenkarza. David Bowie kolekcjonuje dzieła sztuki a to, że wśród obrazów posiada dzieło Nerdruma, sprawia, że kocham go jeszcze bardziej! Dzielę się z Wami! Oto ten obraz:

Odd Nerdrum

A oto garść refleksji o kiczu Hannesa:

-Kicz jest osobliwym, przykurzonym nacechowanym negatywnie określeniem czegoś banalnego, trywialnego, dekoracyjnego i sentymentalnego i być może nie nadaje się do używania w dzisiejszym świecie.

-Kicz jest przeciwnikiem sztuki, bo sztuka jest procesem twórczym i duchowym, który jest próbą odzwierciedlenia świata wewnętrznego i rzeczywistości w jakimś dziele sztuki.

- Kicz uważa się za sztywny, tępy, mocny, powierzchowny… Ale kicz jest często tak absurdalny i daleki od rzeczywistości, że znalazł przez tą swoją absurdalność i jako środek wyrazu furtkę do sztuki (początkowo w Trash i Pop-arcie i teraz trudno z tego zrezygnować).

-Uważam, że granice między tzw. wysoką sztuką a popkulturą się zacierają. Zaczęły się przenikać.

-Pojęcie „kicz” stało się zbędne i najwyżej jest elementem stylu „dobrej” czy „złej” sztuki, która rozprawia się z rzeczywistością świata kapitału, konsumpcji, sztuczności i ludzkiego wnętrza.

-Osobiście uważam trywialną literaturę za inspirującą, zwłaszcza science-fiction czy horrory. Powoduje ona, że powstają we mnie obrazy, wyobrażam sobie fascynujące obrazy, które znajdują swoje odzwierciedlenie w mojej działalności artystycznej, mają na nią duży wpływ.