Muzeum Szminki w Berlinie

niezwykle muzeum w Berlinie

 

11425487_10152785778551577_5116593891250093421_o

Kocham Cię mój nosie! Kocham Was moje włosy! Moje policzki! I Ciebie pryszczu, który mi wyskoczyłeś na czole! Kocham Cię brodo i szyjo, i łokciu! Kocham Was paznokcie i kocham Was palce! Kocham Cię kolano lewe i kocham Cię kolano prawe! Kocham Was zmarszczki, które coraz liczniej pojawiacie się na mojej twarzy! Kocham Cię ciało moje, choć śmiertelne jesteś! Ale póki co, to o Ciebie trochę dbać będę!

Uwaga! Ja nie oszalałam, tylko wzięłam sobie porady pewnego specjalisty od piękna do serca! Przekonał mnie! Przeczytajcie moją rozmowę z założycielem Muzeum Szminki (Lippenstiftmuseum) w Berlinie, urodzonym w 1945 roku w Heidelbergu, René Kochem. To postać, której w Berlinie nie trzeba przedstawiać. Wizażysta, kosmetolog, stylista, nauczyciel-trener, autor kilkunastu książek. W Niemczech w jego ręce oddawała się m.in. Claudia Schiffer, w Hollywood Joan Collins. W telewizji od lat udziela porad jako ekspert od piękna. Od ponad 40 lat kolekcjonuje szminki, przedmioty luksusowe, plakaty reklamowe firm kosmetycznych, pamiątki od gwiazd (znajdziemy tu np. przybory do makijażu Hildegardy Knef). Ponadto w muzeum możemy zobaczyć około 150 odcisków ust znanych diw (np. Bonnie Tyler!).

O tym, że szminka przyczyniła się do emancypacji kobiet, że zapalona świeca zawsze wygląda lepiej od zgaszonej oraz o tym, że należy mówić do swojego ciała, rozmawiałam w „Muzeum Szminki” z jego twórcą:

11402328_10152786577511577_5657896052577493122_o

(fot. Lippenstiftmuseum)

Jak zaczęła się historia tego niezwykłego muzeum?

René Koch: Zaczęło się od wystawy w berlińskiej Galerie Lafayette w 2008 roku, kiedy poproszono mnie, abym swoje zbiory pokazał szerszej publiczności. To był wielki sukces, wielu ludzi stało w kolejce, aby je zobaczyć. Ponieważ nie można było wystawy przedłużyć, stworzyłem muzeum, w moim studiu, w moim atelier. Coraz więcej ludzi je odwiedza.

Kiedy powstały pierwsze szminki? Od kiedy kobiety malują usta?

W tej postaci jaką znamy obecnie szminka istnieje od 1883 roku. Ale wcześniej kobiety też kolorowały usta na czerwono. Używały do tego roślin, ziół, a także owadów zawierających barwnik koszenilę, który mieszano z woskiem pszczelim i nakładano na usta. Kobiety od zawsze były sprytne. Chciały zwrócić na siebie uwagę. I zawsze chciały mieć duże usta. Zawsze sobie myślę, mam takie przeczucie, że Ewa skusiła Adama nie czerwonym jabłkiem, ale czerwonymi ustami.

Ale istnieją też szminki dla mężczyzn…

Tak. Mężczyźni powinni ich używać. To ma sens. Szminki ochraniają usta. Trzeba pamiętać o tym, że nasz organizm, kiedy temperatura spada poniżej zera, nie produkuje tłuszczów. Nie mamy wtedy naturalnej ochrony. Zadbane usta wyglądają lepiej. Sam używam szminek zawsze zimą, kiedy wychodzę na zewnątrz. Te szminki mają zazwyczaj wosk pszczeli.

Czy nadal  maluje Pan gwiazdy?

Moja obecna rola to bardziej strzeżenie historii i kultury. Nie jestem już młodym wizażystą, ten etap mam już za sobą. Teraz jestem bardziej nauczycielem, dzielę się zdobytą wiedzą z innymi. Opowiadam. Współpracuję z dziennikarzami. Role w naszym życiu zmieniają się z wiekiem. Teraz mam inne zadania niż kilkadziesiąt lat temu. Zaczynałem bardzo wcześnie. Miałem 21 lat. W 1969 roku zacząłem pracować dla koncernu Charles of the Ritz jako wizażysta i beauty director. Wtedy dużo malowałem, poznawałem wielu ludzi. Jak jest się młodym, to się czerpie garściami, wszystko się przyjmuje.

Podobno malował  Pan Joan Collins, a więc jako jedna z niewielu osób na świecie widział ją Pan bez makijażu?

Oczywiście. Wygląda młodziej bez, ale atrakcyjniej w makijażu. Jeżeli chodzi o Joan Collins to mamy wszyscy w głowach zakodowany obraz  jej twarzy z makijażem. Nie chcemy widzieć jej bez niego. On dodaje jej seksapilu.

Kiedy mówimy o pięknie w kontekście makijażu?

O pięknie mówimy wtedy, gdy się wszystko zgadza, piękno to szczerość. Jeżeli chodzi o malowanie, to nie może być widać, że się jest pomalowanym. Trzeba być prawdziwym, wiarygodnym. Jest wiele kobiet, które to rozumieją. Na przykład Madonna czy Lady Gaga dostosowują swój styl do swojej osobowości. Jest źle, kiedy kobiety nie dopasowują makijażu do ich wnętrza, kiedy się malują, aby się zmienić. Chcą np. malować się seksownie, a nie są seksowne, kiedy chcą się malować, jak młode dziewczyny, a nie są już młode – to wygląda śmiesznie.

To tak jak z aktorkami. Kiedy się zestarzeją, nie mogą już grać Julii. Kobieta zawsze powinna co 10 lat zrobić weryfikację swojego wyglądu. Co dziesięć lat przy okrągłych urodzinach stanąć przed lustrem, wyciągnąć wszystko z szafy i powiedzieć: ok, teraz mam 50 lat, nie mogę ubierać się jak nastolatka. Spójrzmy na Sharon Stone. Nie ma już dwudziestu lat. Ma 50, nie ubiera się jak podlotek, ale jak dojrzała kobieta i wygląda wspaniale! Stając przed lustrem, człowiek może siebie na nowo odkryć. Zobaczyć, że tu i tam coś mu przybyło, może musi zmienić garderobę, coś zasłonić, coś odsłonić. Zastanowić się, co ze szminką? Czy nadal ma jej używać? Usta z biegiem czasu maleją, może konturówką poprawiać ich kształt i tak dalej i tak dalej…

Kształt ust ma duże znaczenie?

Usta zdradzają wiele. Nawet milczące. Z mimiki twarzy można dużo odczytać. Dlatego szkoda, że ludzie dziś zatracają się we wstrzykiwaniu botoksu, ich twarze stają się naprężone, mimika ginie. Ich twarze to maski.

Kto ma obecnie najpiękniejsze usta świata?

Angelina Jolie – ją wskazuje się najczęściej. W moim przekonaniu jej usta są naturalne. Każdy czas ma swoje ikony piękna. Jedyne, co się zmieniło, to to, że dziś ikonami mogą być kobiety dojrzałe. O pięćdziesięcioletniej kobiecie nigdy nie powiemy, że jest stara. Pamiętam, że jak byłem młody, moja babcia miała 55 lat i była autentyczną babcią z siwymi włosami. Dziś nawet 60 lat to nic! Znam wiele kobiet 70, 80 letnich, które do nas przychodzą, robią sobie permanentny makijaż, poprawiają kontur ust… Joan Collins ma 80 lat!

Jest Pan również nauczycielem, pokazuje kobietom, jak uwydatnić swoje piękno, co im pasuje, co nie, jaki typ urody reprezentują…

Najczęściej pokazuję, z czego muszą zrezygnować. Ludzie mają tendencję do przesadzania, używają za dużo wszystkiego, często w zły sposób. Człowiek musi siebie odkryć. Jeżeli buduje się dom czy kupuje akcje, wtedy też się bierze jakiegoś doradcę.  Jak się nie zna jakiegoś języka albo nie umie się gotować, to się idzie na kurs. Tak samo jest z makijażem, ubiorem. Doradca wizerunkowy to nie jest zawód, który dziś wywołuje zdziwienie. Ktoś może nam pomóc pokonać tę drogę w odkrywaniu siebie, powiedzieć, czy będzie nam dobrze w czerwonym, brązowym czy fioletowym. Tego musi się człowiek dowiedzieć. A to często odbywa się na drodze eksperymentu.

20150607_162645~2

Jakie rady może pan dać odwiedzającym planetmARTa?

Każda kobieta może być diwą, oczywiście każda inną. Trzeba jednak oddzielić strój codzienny od stroju wyjściowego. Sukienka, makijaż, buty czy torebka, nie mogą być takie same za dnia jak wieczorem. Trzeba zaskakiwać. Jeżeli idziemy na bal, do filharmonii albo do eleganckiej restauracji, to kobieta nie powinna wyglądać tak jak na co dzień. Jestem zdania, że gdy mężczyzna zaprasza gdzieś kobietę, to powinna ona swoim wyglądem dać mu do zrozumienia, że docenia tę szczególną okazję. To znaczy wyglądać szczególnie, a nie jak zwykle.

Moja mama była krawcową i modystką. Była bardzo elegancka. Niedziela zawsze była dla nas dniem wyjątkowym. Wtedy inaczej się ubierano w niedzielę, idąc do kościoła czy na spacer do parku, niż w pozostałe dni tygodnia. Obserwowałem ją jako mały chłopiec. Bardzo mi się to podobało. Tak samo z jedzeniem. Nie zawsze robi się ekskluzywny obiad. Ale jak są urodziny, to się przygotowuje coś specjalnego, ubiera się piękną sukienkę, pije się wino… Opakowanie jest częścią luksusu. Luksus ma zawsze ładne opakowanie. Luksusowe czekoladki są zawsze w ładnym pudełku.

Jeżeli człowiek myśli o sobie w kategoriach luksusu, musi też mieć takie opakowanie. Ono nie musi być drogie. To może być jakaś idea.  Piękno tkwi w środku. A jeżeli człowiek jest szczęśliwy, gdy widzi siebie w lustrze, uśmiecha się. Zapalona świeca jest zawsze ładniejsza od tej, która się nie pali. Gdy świeca się pali, daje światło. A światło można wydobyć też różem czy szminką. Człowiek patrząc w lustro zawsze powinien mówić: lubię siebie. Jak mówię to ludziom, zazwyczaj są speszeni, zawstydzeni. Powinniśmy mówić do włosów, że je lubimy, do swojego brzucha, głaskać go.  Mówmy po prostu: lubię cię, kocham cię. Lubie cię, moja skóro, włosy, lubię was!

Ale ludzie mają różne problemy ze skórą. Z tego powodu są nieszczęśliwi.

To jest jak z roślinami. Jeżeli ktoś mówi do roślin, które hoduje, one ładniej rosną i są bujne. Ludzie rozmawiają też ze zwierzętami, między sobą. Dlaczego nie mielibyśmy rozmawiać ze swoją skórą? Ludzie nie mają problemów z narzekaniem na nią, wtedy mówią o niej źle, np. „cholerne pryszcze”. Tymczasem mają problemy dlatego, że narzekają, besztają. A to nie prowadzi do polepszenia sytuacji, tylko do braku pewności siebie. Pracuję z wieloma ludźmi, którzy mają problemy ze skórą, mają różne plamy, guzy… Zawsze zaczynamy od dotyku. Dziwi ich to, że ja się dotyku nie boję. Są spięci, ale potem to mija. Poprzez dotyk skupiamy się na tym, co ważne. Człowiek nie może jedną ręką się kremować a drugą robić coś innego. To jest jak z miłością, nie można całować mężczyzny i jednocześnie myśleć, co zrobi się jutro na obiad. Jeżeli się kremuję, to skupiam się na tej czynności. Czasem należy się zająć sobą i się na tym skupić.

Jeżeli poczujemy się szczęśliwi ze sobą, będziemy też lepsi dla innych…

Zajęta mama, która jedna ręką gotuje obiad, drugą wklepuje balsam, trzecią karmi dziecko to wściekła mama. Tymczasem, kiedy o sobie więcej pomyśli, będzie lepszą matką. Kiedy weźmie kąpiel bez pośpiechu, ciesząc się tym, to da jej to radość. Dzieci to rozumieją. A kiedy mama wyjdzie z takiej kąpieli, będzie mieć dwa razy więcej siły dla swoich pociech. Człowiek potrzebuje trochę czasu dla siebie, dla swojej duszy, dla swojego piękna. Wcześniej ludzie się modlili i dziękowali za przeżyty dzień. To wszyscy kiedyś czyniliśmy. Wychowałem się na wsi. Modliliśmy się zawsze przed posiłkiem, przed pójściem spać. Trzeba dziękować za to, że się żyje. Piękno to zadowolenie. Można je sobie samemu stworzyć. Tak samo z nakładaniem makijażu. Na to trzeba trochę czasu. Dajmy go sobie. To w końcu rytuał, nieprawdaż?

Na koniec chciałam zapytać Pana o Marlenę Dietrich. Czy ona była piękna?

Ona była perfekcjonistką. Ona siebie stworzyła. Miała wokół siebie najlepszych ludzi.  W Hollywood, we Francji… Kiedy człowiek ma wokół siebie najlepszych ludzi na świecie, staje się dziełem sztuki. I tak ją musi człowiek odbierać: jako dzieło sztuki. Jak Matisse’a, Cezanne’a czy Moneta.

Zwiedzanie: indywidualne lub grupowe (możliwe również z warsztatami makijażu), tylko po telefonicznym ustaleniu terminu (od środy do piątku w godzinach 11:00-19:00), półtoragodzinna wizyta z przewodnikiem i opowieściami o historii szminki od czasów baroku po dziś kosztuje 20 euro, na koniec uczestnicy przy kawie i cieście mogą porozmawiać z mistrzem.

Adres:

Helmstedter Str. 16, 10717 Berlin
Telefon: 030-854 28 29
Email:info@lippenstiftmuseum.de

20150607_164041~2

 

11402426_10152785778546577_3041057895113308188_o cdn…