Lalkarstwo jest tym dla teatru czym poezja dla literatury!

21 marca to nie tylko pierwszy dzień wiosny, ale też Światowy Dzień Lalkarstwa. Wszystko budzi się do życia, tak jak budzą się do życia marionetki, pacynki, jawajki, kukiełki za sprawą aktorów lalkarzy. To właśnie wtedy słońce w równym stopniu oświetla obie półkule naszej planety.

Święto Lalkarzy zostało ustanowione w 2002 roku. Przyczynił się do tego Dadi Pudumjee, artysta z Indii, który był wtedy wiceprezydentem międzynarodowej organizacji zrzeszającej lalkarzy UNIMA (Union Internationale de la Marionnette – International Puppetry Association).

Zachęcam do przeczytania rozmowy z Gabrielem Hermandem-Priquetem – lalkarzem pochodzącym ze Stasburga, który wraz z Virginie Schell tworzy duet “L’Ateuchus” (podobno słowo to oznacza żuka gnojka). Gabriel skończył międzynarodową szkołę lalkarstwa w Charleville-Mezieres we Francji i od tej pory pracuje z lalkami. Przedstawienie duetu o tytule “No rose…” widziałam w pewnym wyjątkowym miejscu w Berlinie. Tym miejscem jest Schaubude – teatr lalek, figur i przedmiotów. W każdy weekend prezentuje na swojej scenie wyjątkowe spektakle rozmaitych grup teatralnych z całego świata.

SCHAUBUDE_01

Oto widzimy przytulny pokoik… Jest on własnością staruszki. Codzienną rutynę (ale jakże miłą!) zakłóca gość. Jest nim… Śmierć. Nie będzie łatwo pożegnać się z ukochaną roślinką, fotelem bujanym i robieniem w nim szalika na drutach…

 

9f54dbc15b

Po przedstawieniu napisałam do twórców. Czegoś nie zrozumiałam, o coś chciałam dopytać, coś szaleńczo mi się spodobało… Gabriel Hermand-Priquet odpisał na mojego maila i zaproponował spotkanie. I była to absolutnie fantastyczna dla mnie wiadomość. Jeżeli coś wam nie daje spokoju a wiecie, kto może wam pomóc, nie wahajcie się ani chwili. Szukajcie kontaktu! Kto wie, co może się wydarzyć? My rozmawialiśmy o lalkarstwie trzy godziny.

Zapytałam Gabriela między innymi o języki, którymi mówią lalki, o to, czy zdarzyło się kiedyś, że na scenie był zaskoczony jakimś zachowaniem lalki, którą poruszał oraz o to, jak wygląda świat teatrów lalkowych. Rozmawialiśmy też chwilę o tym, dlaczego lalki wzbudzają czasem agresję.

W rozmowie pada zdanie o tym, że kiedy muzyk gra tylko z nut, to to nie jest muzyka, to jest tylko ćwiczenie. Tak samo jest ze sztuką lalkarską. Ona nie ma polegać tylko na kontrolowaniu lalek. Jeżeli chce się zobaczyć żywą lalkę, lalkarz musi zapomnieć o sobie. Ale to życie nie zależy tylko od niego. Zależy też od nas oglądających. Co my w tym wszystkim zobaczymy?

Co takiego ekscytującego dzieje się pomiędzy lalkarzem a lalką?

Muszę opowiedzieć historię. Ta najbardziej niesamowita rzeczą przydarzyła mi się z dwa, może trzy razy w dotychczasowym życiu. Grałem raz przedstawienie, nosiło tytuł „Dead Puppet Talk” i była to premiera. Bardzo ważny wieczór. Na widowni było dużo ważnych osób. Na scenie było trzech lalkarzy. Po pięciu minutach, a muszę powiedzieć, że lalki były już trochę stare, bo graliśmy różne wersje tej sztuki wiele razy, więc po pięciu minutach mojej lalce odpadła noga. To było szalone. Ta lalka w tym przedstawieniu używała często nóg! To była podstawa. Poruszała się wolno, ale też od czasu do czasu miała energię konia. Byłem zupełnie pogubiony. Drugi lalkarz wziął tę nogę i zaniósł ja na tył sceny. Stres był wielki. I nagle wydarzyło się coś dziwnego. Pierwsza scena się skończyła i miałem zacząć drugą scenę. Podczas przedstawienia żaden z lalkarzy nie schodził ze sceny, zawsze byliśmy na niej obecni. Zaczynałem drugą część totalnie pogubiony, to było tak, jakby mój mózg już nie działał. Ja po prostu podążałem za lalką i to było coś niesamowitego. Tego wieczoru ludzie zobaczyli niby ten sam show a zupełnie inny. Lalka poruszała się zupełnie inaczej niż zwykle. Ludzie myśleli, że noga odpadła specjalnie, że tak miało być. Wymyślali też rozmaite powody, dla których lalka nie ma części ciała. A ja unosiłem się po prostu dziesięć centymetrów nad ziemią i robiłem to, co chciała lalka. Bałem się, że ludziom nie spodoba się to, że coś jest nie tak, że zauważą. Tymczasem po przedstawieniu, kiedy usłyszałem tak rozmaite interpretacje, pomyślałem „wow”.

Czym są lalki dla ciebie?

Lalki to dla mnie przedmiot, który łączy różne światy, świat wewnętrzny i świat zewnętrzny, rzeczami indywidualnymi i uniwersalnymi, pomiędzy życiem a śmiercią, światy sprzed lustra i zza lustra. To materialny przedmiot, który łączy ze światem niematerialnym, o którym ciężko mówić.

Czy możesz opisać świat teatrów lalkowych? Co to jest za świat?

To trudne pytanie. Myślę, że z jednej strony jest to świat bardzo prosty, pełen klisz, bardzo oczywisty. Karykaturalny. Ale z drugiej strony świat ten opowiada o wszystkich innych poziomach. Poprzez klisze i coś oczywistego opowiada o czymś, czego nie widać. O czymś metafizycznym.

Jesteś członkiem grupy „Dead Puppets Company”. Co to za grupa?

To grupa założona przez Romana Paskę, lalkarza z Nowego Jorku.

IMG_3861

(czyż ta staruszka nie jest cudowna?)

W Berlinie widziałam Twe przedstawienie „No Rose”. Pokazuje ono bitwę staruszki ze śmiercią, która po nią przyszła.

To przedstawienie miało być po prostu stylistycznym ćwiczeniem. Chciałem zrobić nowoczesne przedstawienie połączone z tradycją. Na scenie nie widać nas, nie widać, jak poruszamy lalkami. Używam w nim chińską technikę poruszania lalkami. Robiłem to przedstawienie, by ją udoskonalić. To jest bardzo prosta historia, bardzo cliche. Widzimy staruszkę, która jest w domu, widzimy to, jak spędza czas, który wolno płynie, bo ona też porusza się wolno. Ona na kogoś czeka. Przychodzi gość. Jest nim śmierć. To stary europejski motyw. Oczywiście staruszka nie chce się tak łatwo poddać. Nie zgadza się. Chce walczyć! Show ten opowiada zatem o walce życia ze śmiercią. Śmierć jest młoda a babcia stara, nie tak łatwo wygrać z doświadczeniem. Śmierć zatem ciągle musi oszukiwać. I przegrywa. Ale ponieważ my lalkarze szanujemy rzeczywistość i kolej rzeczy, musimy pomóc Śmierci. Lalkarz pomaga Śmierci wygrać i ona wygrywa. Ale staruszka wraca. Jako anioł. Tu zaczyna się trzecia część przedstawienia, bardzo metaforyczna, w której stawiamy pytanie, czy istnieje życie po śmierci i jak ono może wyglądać.

69948661

Mówisz o tym, że pomogłeś Śmierci. Dałeś jej energię. A jaką energię Ty czerpiesz od lalek?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Nie jestem tez pewien, czy to ja daję energię lalce, jestem raczej medium przez które przechodzi jakaś energia. Byc może tak samo jest z muzykami, czy tancerzami. Oni pozwalają, aby energia przez nich przechodziła. To nie ręka malarza maluje obraz, to coś, co przechodzi przez tę rękę. Jeżeli muzyk odczytuje nuty i je gra, to to nie jest muzyka, to tylko ćwiczenie. Z lalkarstwem jest tak samo. Jeżeli tylko manipulujemy lalką, ją kontrolujemy, widz widzi tylko przedmiot, który wprawiany jest w ruch. Żeby lalka ożyła, lalkarz musi zapomnieć o sobie. Oczywiście dajemy energię lalkom, zwłaszcza gdy sami je tworzymy. Najpierw jest idea, potem ją realizujemy. Ale lalka ozywa nie tylko poprzez lalkarza, ale też poprzez ludzi, którzy na nią patrzą. Ludzie obdarzają lalkę zaufaniem i dzięki niej wyobrażają sobie swoje życia. To jest wielowymiarowa sprawa. Jeden wymiar to przestrzeń pomiędzy lalką o lalkarzem, drugi to lalka i to jak ona rusza się w przestrzeni, trzeci to ten pomiędzy widownią a lalką.

W jaki sposób mówią lalki? Jaki jest ich język?

Kiedy lalki mówią ten język jest sztuczny. Udajemy, że jesteśmy głosem jakiejś lalki. Ale to tylko głos, nie język. To część języka relacji lalkarza i lalki. To jest pewna zgoda na iluzję. Język lalki dotyczy ruchu. Lalka to mowa w ruchu. Roman Paska powiedział, że lalkarstwo jest tym dla teatru czym poezja dla literatury. To świadomość. Ja lubię tę definicję. Lalka jest znakiem, tak jak świat jest znakiem. W poezji, jak stawiasz jedno słowo obok drugiego, to to jest zupełnie inne od pisania prozy. W poezji kreujesz dużo przestrzeni pomiędzy słowami. W lalkarstwie robimy to samo. Lalka jest znakiem. I każdy jej ruch, tworzy jakiś inny znak. To trudne do wytłumaczenia. Piszemy lalkami tworząc znaki. Każda jest symbolem. I jak tylko zaczynamy nią ruszać, to ona tworzy kolejne symbole, a one kolejne. I to jest ten język.

Czy to dotyczy tylko lalek czy przedmiotów generalnie? Jak często masz ochotę ożywić jakiś przedmiot? Na przykład taką butelkę, która tu stoi przed nami.

Lalki i przedmioty to dwa inne światy. Butelka ma funkcje. Ona ma być napełniona wodą i z niej się pije. Może też być pusta i służyć do czegoś innego. Lalka ma tylko jedno zadanie – ma ożywać, grać, reprezentować coś. Jej ciało, jest twarz są wyjątkowe. Jak tylko ją stworzysz ma swoją osobowość. Kiedy tworzy ją lalkarz, on wkłada w nią dużo emocji, myśli, być może podczas tworzenia słuchał jakiejś muzyki… to wszystko potem jest w tej lalce. Muszę tu opowiedzieć kolejna historię. Zbudowałem raz lalkę wraz z moim kolega, kiedy byliśmy w liceum i mieszkaliśmy w bardzo biednej okolicy. Ta lalka to był Arthur Rimbaud. Ale to był nasz Rimbaud, więc był ubrany jak nastolatek. Naszego wzrostu, ale nie jak manekin, on był pomyślany jako lalka. Reakcja rówieśników była zaskakująca. Oni próbowali go bić. Byli agresywni. Raz zapytałem się, dlaczego mają w sobie tyle złości wobec lalki, dlaczego chcą go zniszczyć. I jeden chłopak powiedział, że to dlatego, że on nie jest żywy i wiem, że go to nie zrani. Dlatego chciał mu urwać głowę, rozszarpać. Pytałem dalej: ale dlaczego? Bo wygląda jak człowiek, ale nim nie jest! Bez strachu mogę mu przyłożyć! Wtedy zapytałem, dlaczego nie chce zniszczyć krzesła, które stoi obok, a chce zniszczyć lalkę. On na to, że krzesło to krzesło, a ta lalka wygląda jak my. Więc jest duża różnica pomiędzy zwykłymi przedmiotami a lalkami. Lalki są jakąś projekcją. Oczywiście możesz dać życie butelce i udawać, że to jakaś postać. I to jest też fascynujące. Ale to nie dla mnie. Ja lubię dziwne ciała lalek. Jak tworzysz lalkę tworzysz nowe ciało w świecie. I ono w nim jest. Mam mieszkanie w Strassburgu, w którym nie mogę mieszkać, bo jest całe wypełnione lalkami! One zajmują tyle miejsca. Te niby martwe ciała, które przecież nie są martwe!

Twoja historia o Rimbaud przypomina mi jedną z moich historii. Uszyłam kiedyś lalkę Georga Michaela. Z kremowej rajstopy. Nie da się ukryć, że była strasznie brzydka. Pisakiem domalowałam jej owłosienie. Moja mama nie mogła na nią patrzeć i pewnego dnia po kryjomu ją wyrzuciła. Byłam wściekła.

To się często zdarza. Zdałem sobie z tego sprawę wraz z upływem czasu. Ludzie reagują na lalki w taki sposób, w jaki nigdy nie zareagowaliby na coś innego. Mnie też się to zdarza. Moje pierwsze przedstawienie solo, była na widowni nastolatka, którą denerwowała moja lalka, koniecznie chciała jej przeszkodzić. Na co zareagowała prowadzona przeze mnie lalka, zrobiła jakiś gest a ludzie zaczęli się śmiać. Dziewczyna nie wiedziała, co zrobić, odczekała chwilę i uderzyła lalkę w twarz. Ona nie uderzyła mnie, ona uderzyła lalkę! Nie z całej siły, ale tak, jakby chciała ją skarcić. I uciekła. Pomyślałem wtedy, o Boże! Ona potraktowała moja lakę jak żywą osobę.

Jak często masz uczucie, że lalka, którą poruszasz, że to nie jesteś ty, tylko osobna postać, czy zdarza się, że ta lalka zaczyna się na Ciebie na przykład gapić?

Tak, oczywiście. To jest celem lalkarza. Podczas mojego pierwszego przedstawienia miałem problemy techniczne. Występowało w niej dziecko, był wózek i drzewo. System sterowania drzewem skrzypiał, coś było nie tak. Byłem wtedy młodym lalkarzem i cały się spociłem. Bałem się, że cała widowni zobaczy moje błędy, to, że coś nie działa. Kiedy próbowałem sprawdzić, co jest nie tak, w pewnym momencie usłyszałem śmiechy ludzi. Pomyślałem, że to koniec, że śmieją się ze mnie. Popatrzyłem w górę i zobaczyłem moją lalkę. Zdałem sobie sprawę, że nie jestem sam. Lalka, która znajdowała się na mojej lewej ręce patrzyła, co ja tam takiego robię. Ta lalka patrzyła, co ja robię z tym systemem, pokazała ludziom to, co starałem się ukryć. Dotknąłem zatem jej głowy i próbowałem ją obrócić, nie nie patrz na to! Ludzie totalnie to zaakceptowali. Ta historia jest dla mnie niesamowita. Zdałem sobie sprawę, że nie jestem sam. I że nie mam nic do ukrycia przed ludźmi. Jeżeli jest lalka, to ja mogę jej zaufać. Mogę za nią podążać, bo ona prawdopodobnie ma więcej racji ode mnie. W tym przedstawieniu, które Ty widziałaś, często jestem zaskoczony zachowaniem Śmierci. Ona jest postacią komiczną, ale czasem nawet ja jestem zdumiony, o Boże, co ona teraz robi! Nawet kiedy mówi moim głosem się dziwię! Czasem coś się nie układa i to staruszka improwizuje. To jest niesamowite. Dla takich momentów pracujemy.

Zbliża się Dzień Lalkarstwa. Masz jakieś życzenia dla lalkarzy?

Chciałbym, aby lalkarstwo nadal się rozwijało, ale by to działo się bez gubienia istoty lalkarstwa. Byśmy nadal potrafili powiedzieć czym ten rodzaj sztuki różni się od muzyki czy malarstwa. Lalka to nie tylko narzędzie. Lalka to coś głęboko połączonego z człowiekiem. Od początku naszej historii budujemy, tworzymy lalki. Lalka to pierwszy krok. Gdy dorastamy bawimy się lalkami, bierzemy je i mówimy za nie, gramy nimi. Stajemy się Bogiem.