Tadeusz Konwicki

Tadeusz Konwicki nie żyje.

konwaduzy

Właśnie się dowiedziałam, że Tadeusz Konwicki nie żyje. Mój ulubiony pisarz. I chyba nie jestem w stanie opisać, co czułam, kiedy czytałam Jego książki. Do dziś pamiętam mnóstwo zdań:

„Ja zawsze będę widział siebie w każdej sytuacji ze wszystkich stron naraz. Będę zawsze wierny i niewierny. Będę dobry i niedobry. Będę łaknął świętości i może się do niej nigdy nie zbliżę.”

„Każdy ma jakiegoś fioła,
a ja mam tylko kłopoty”

„Zachód słońca (…) magiczna pora dnia, co dała mi
nieczęstą sposobność zanurzenia się
poza horyzont pospolitości
w inny wymiar myśli i wzruszeń”

„Ja uwielbiam tragizm sąsiadujący ze śmiesznością. To połączenie oddaje w jakiś sposób nasz byt tutaj.”

„Mam w sobie daleko rozrośnięty gruczoł nudy. Ludzie powiedzcie mi, czy można skonać z nudy????”

planty2222

Trudno zapomnieć chociażby to:

„Bądź pozdrowiona nicość, nieistnienie, wieczna pustka. Korzę się przed tobą, tęsknie za tobą i lękam się ciebie. Ja, który trzymam się jedną stopą tej ziemi, co mnie dziwi, zasmuca, a rzadko zdumiewa ulotnym pięknem niczego nie zapowiadającym i niczego nie wróżącym. Ja, którego drobne wichry wydobywające się z pogiętej, pomarszczonej powierzchni ziemi unoszą w stronę nieba, ja który z takim trudem wracam na ziemię, za każdym razem przecierając oczy ze zdumienia, ja chciałbym pozostawić po sobie zwitek wiecznej energii, kłąb trwałych fal, niezniszczalny odcisk na zmarzlinie nieskończoności. Nie powoduje mną pycha ani egoizm. Chciałbym się włączyć kiedyś do całości i zrozumieć choćby cząstkę. Niech moja męka tego mgnienia egzystencji da mi prawo do poznania, chociaż sam nie wiem, jakiego poznania. Odrzuciłem wszystkie przymusy, resztką sił brnę pod prąd, gnębiony codziennie jedną monotonną, natrętną, upokarzającą, bezsensowną myślą: co to znaczy? i co znaczę ja? Bądź pozdrowiony. Ale kto? Ale dlaczego?”

Moja praca magisterska była o kiczu w prozie Tadeusza Konwickiego.

Tęsknię za pewnym cudownym dniem w Warszawie. Dniem, w którym odważyłam się odwiedzić Pana Tadeusza. Był to rok chyba 2007 czy 2008. Szłam na spotkanie z… różą. Postanowiłam nie stchórzyć jak miesiące wcześniej, ale pójść, złożyć niezapowiedzianą wizytę, po prostu zapukać i nie wiem, powiedzieć, to ja, Marta, uwielbiam Pana, Pana książki, Pana myśli w nich, uwielbiam, cenię! czy jakoś tak! Tamtego dnia, z bijącym sercem (ale tak, że nawet nie miałam pojęcia że tak bić potrafi!!!!!!!) kupiłam różę. Czerwoną oczywiście. Zadzwoniłam domofonem i … nikt się nie odezwał. Przemiła sąsiadka akurat wychodziła z klatki i powiedziała, że Pan Konwicki jest na spacerze (dziś wiem, że to był Park Saski) i że zaraz pewnie będzie wracał. Usiadłam na schodach i czekałam. I za chwilę ujrzałam mojego ukochanego pisarza! Oto stał przede mną i zapytał: „MARTA”? !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Cóż to było za szczęście, Pan Konwicki mnie pamiętał, jakiś czas wcześniej przesłałam Mu bowiem moją pracę, moje kolaże z Nim, pocztówkę z Moną Lisą McGuinness (z Irlandii) – pocztówkę tę chwilę potem dostrzegłam na stole pisarza, kiedy już znalazłam się w Jego mieszkaniu!

Wspominam dziś, nocą z 7 na 8 stycznia 2015 roku, kiedy doszła do mnie informacja o śmierci pisarza, tamten dzień, moje wzruszenie, bliskie mi osoby, które były tamtego dnia ze mną, te wszystkie, do których z czerwonymi polikami, nie mogąc wydusić z siebie ani jednego słowa, dzwoniłam z wiadomością, że tak oto, przed chwilą Pan Konwicki zaprosił mnie do siebie „na kielicha”, pokazał obrazy, tapczan, na którym w pozycji półleżącej zawsze pisał i zrobił sobie ze mną zdjęcie na swoim balkonie, w tle za nami Pałac Kultury!!!!!!!!! (w moim pokoju wisiało na ścianie gigantycznych rozmiarów, oprawione; raz odwiedzająca mnie koleżanka spytała, czy to mój chłopak!!!!!!) I że byłam tak wzruszona, że mówić nie mogłam!!!!!!!!!!!!!!!!!! A potem autor „Zwierzoczłekoupiora” odprowadził mnie do restauracji, w której czekały moje przyjaciółki i przywitał się, uściskując każdej dłoń.  Nigdy nie zapomnę tych chwil!!!!!!!!!!!

Jest mi smutno. Serce mam ściśnięte. Tęsknię za Panem! Mam nadzieję, że tam, gdzie Pan teraz jest, Pałac Kultury nie jest już „kamiennym tortem przestrogi” ale po prostu wielkim najpyszniejszym tortem!

palac