Hallgrimur Helgason - autor powieści "101 Reykjavik" opowiada o sztuce i kiczu.

Zachęcam do przeczytania rozmowy z islandzkim artystą, pisarzem Hallgrimurem Helgasonem, którym jestem oczarowana. W księgarniach można znaleźć Jego książkę „Poradnik domowy kilera”. To powieść dla tych, którzy są w stanie zainteresować się prawdziwym kilerem, którego serce raz bije w rytmie kościelnych dzwonów, kiedy indziej w rytmie taniego disko. Pozycja obowiązkowa dla tych, których kręci czarny humor!!!

Artysta ma swoje ALTER EGO: postać z kreskówki: GRIMA.

Zachęcam do obejrzenia tego:

http://www.youtube.com/watch?v=GC0pYaE0rRQ

hallgrimur_gerduberg

Marta Janik: Czy może Pan w paru słowach opowiedzieć o książce „Poradnik domowy kilera”?

Hallgrimur Helgason: Opowiada ona o chorwackim mordercy (hitmanie), który pracuje dla chorwackiej mafii. Początkowo znajduje się on w Nowym Jorku, ale musi opuścić Stany Zjednoczone, wpada w tarapaty, na lotnisku zabija innego podróżującego, zabiera jego bilet i paszport, potrzebuje bowiem nowej tożsamości. Jego ofiara okazuje się być amerykańskim księdzem, nauczającym ludzi w telewizji, mającym lecieć do Islandii. Nasz bohater więc przybywa jako ksiądz do Islandii, tam czekają na niego ludzie. Zaczyna życie kaznodziei, bo musi ukrywać się przed FBI. Te doświadczenia zmieniają jego sposób myślenia. Ma tam różne problemy. Akcja książki rozgrywa się w Islandii.

Czy trzymał się pan jakiejś filozofii podczas pisania tej książki? Słyszałam porównania do Pulp Fiction. Co Pan na to?

Lubię, kiedy ludzie tak mówią. Chciałem napisać książkę, która byłaby pociągająca dla młodych ludzi, dla ludzi, którzy niekoniecznie czytają dużo książek, ale oglądają dużo filmów. Myślałem początkowo o napisaniu scenariusza a nie książki. Pisałem wcześniej dużo scenariuszy do sztuk, czasem były realizowane, czasem nie, czasem trzeba było czekać 7 lat, zmieniać je co roku. Byłem tym zmęczony, więc zdecydowałem napisać się powieść, a potem ktoś, jak będzie chciał, może zrobić z tego film. 

Jest Pan artystą. Ma Pan swoją definicję sztuki?

Tak. Sztuka to coś oryginalnego, zaskakującego,  głębokiego, zabawnego, coś innego. Coś, co wyrywa cię z rzeczywistości, w której tkwisz i sprawia, że zaczynasz inaczej patrzeć na życie. Ale to musi również poprawić ci nastrój. Przynieść nowe spojrzenie, musi sprawić, że zaczniesz myśleć o wszystkim inaczej i widzieć w nowy sposób. Staram się łączyć wszystko, kiedy piszę, staram się zabierać głos w sprawach politycznych, socjalnych… staram się mieć podejście socjologiczne, być zabawny, opowiedzieć dobrą historię, ale również sprawić, by ludzie myśleli. Trzeba łączyć te wszystkie elementy, żeby tworzyć dobrą sztukę.

Zapytałam o sztukę, muszę zapytać również o kicz.  Czym jest kicz dla Pana?

Kiedyś pracowałem dużo z kiczem. Kiedy byłem młody, przebywałem w Nowym Jorku, malowałem wtedy kiczowate krajobrazy, ponieważ lubię takie, używałem jasnych kolorów… grałem z kiczem. To było w czasach, kiedy Jeff Koons zaczynał igrać z kiczem.

Dlaczego zatem wybrał Pan pisanie? Gdyby został Pan wtedy pierwszym Jeffem Koonsem, byłby Pan milionerem.

Nie chciałem być bogaty. Myślę, że jego sztuka jest przeceniana. I nudzi się z czasem. Chiałem robić coś interesującego, co by trwało wiecznie! My nie staramy się być bogatymi w życiu doczesnym, ale chcemy być bogaci w wieczności.  Myślę, że pisarzem byłem cały czas, ale wcześniej, kiedy miałem 20 lat, nie byłem po prostu gotowy, by pisać. Dlatego malowałem, czekając aż urodzi się we mnie pisarz.

A co  z tym kiczem? Jaka dziś jest jego definicja?

Dziś już nie myślę tyle o kiczu. Dziś może są nim spalone słońcem dziewczyny, z platynowym blondem, na szpilkach, które słuchają Beyonce. Nie wiem. Może to kicz.

A czego Pan nie lubi w sztuce?

Nie lubiłem nigdy malarstwa abstrakcyjnego, absurdalnego teatru, nowoczesnej poezji, nie lubię za bardzo Kafki, Becketta, tych facetów, co pisali książki, których akcja toczyła się w jednym pokoju, w których bohater nie ma imienia, tylko mówi się o nim Pan K.

Boi się Pan tego?

Tak, czuję, że popadam w klaustrofobię czytając coś takiego. Wolę powieści, które poruszają problemy społeczne, które są zabawne, z wieloma charakterami. Wolę Dickensa niż Becketta.